Fizjoterapia dostępna w WMC

Fizjoterapia stanowi zbiór metod leczniczych, które bazują na reaktywności organizmu na zastosowane bodźce. Główne cele fizjoterapii  to zniesienie bólu, odtworzenie utraconych funkcji i wzorców ruchowych oraz niedopuszczenie do rozwoju powikłań wynikających z postępującej choroby. Leczenie fizjoterapeutyczne obejmuje następujące dziedziny:

  • Kinezyterapię,
  • Masaż leczniczy,
  • Terapię manualną,
  • Fizykoterapię.

Kinezyterapia wykorzystuje ruch jako środek leczniczy, przywracający utraconą funkcję. Ruch jako forma terapii prowadzi do poprawy zakresu ruchu, przyrostu siły i masy mięśniowej, warunkuje aktywność receptorów czucia głębokiego utrzymujących stabilizację stawu jak i całego ciała.Masaż leczniczy wywodzi się ze starożytnych Indii i Chin. Stanowi zbiór technik i chwytów stosowanych na skórze, tkance podskórnej, stawach i mięśniach. Masaż poprzez zastosowany bodziec mechaniczny, wywołuje reakcję odruchową w obrębie układów nerwowego i krążenia, narządów wydzielania wewnętrznego oraz narządów wewnętrznych.Terapia manualna stanowi zbiór metod diagnozowania i leczenia w obrębie mięśni, powięzi, więzadeł i stawów. Metoda wykonywana jest ręką terapeuty. Opiera się na badaniu dysfunkcyjnego miejsca w sposób bierny i czynny dla pacjenta. Terapia opiera się na zastosowaniu mobilizacji i manipulacji oraz pracy na tkankach miękkich. Ma na celu przywrócenia fizjologicznej biomechaniki stawu co umożliwia zniesienie bólu, poprawę zakresu ruchu i powrót funkcji.Laseroterapia wykorzystuje lecznicze działanie promieniowania laserowego na organizm. Wywołuje w komórkach efekt przeciwbólowy, przeciwzapalny, przeciwalergiczny, umożliwia regenerację komórek poprzez poprawę krążenia i syntezę białek. Znajduje zastosowanie w ortopedii, chirurgii, dermatologii, stomatologii, neurologii i laryngologii. Leczenie fizjoterapeutyczne znajduje zastosowanie w:

  • Urazach i kontuzjach,
  • Zespołach bólowych i napięciowo-przeciążeniowych kręgosłupa, dyskopatiach, zespołach korzeniowych (np. rwa kulszowa),
  • Zespołach bólowych i przeciążeniowych stawów obwodowych (np. zespół bolesnego barku, łokieć tenisisty),
  • Przygotowaniu organizmu do zabiegów chirurgicznych (np. ortopedycznych, neurochirurgicznych),
  • Usprawnianiu pooperacyjnym (np. artroskopie i endoprotezy stawów, operacje w obrębie kręgosłupa, mastektomii),
  • Chorobach zwyrodnieniowych i reumatycznych,
  • Terapii blizn pourazowych i pooperacyjnych,
  • Korekcji wad postawy (np. skoliozy, stopy płasko-koślawe).
rozwiń [+] zwiń[-]

System Zarządzania Jakością ISO 9001

Warsaw Medical Center 27 grudnia 2014r. po raz kolejny otrzymał certyfikat akredytacji (nr. QMS0201) po przeprowadzonym audycie przez firmę Global Qaulity.Certyfikat obejmuje:Świadczenie usług medycznych w zakresie – zabiegów: operacje ortopedyczne, neurochirurgiczne, otorynolaryngologiczne, operacje z chirurgii i urologii dziecięcej, proktologii, chirurgii szczękowej oraz chirurgii estetycznej.Poradnictwa: ambulatoryjnej opieki specjalistycznej.Poprzez zaangażowanie pracowników kliniki w System Zarządzania Jakością identyfikujemy  i zaspokajamy potrzeby naszych Pacjentów. Poprzez przyjęte standardy dostarczamy wysoką jakość usług zdrowotnych oraz podnosimy ich pozycję rynkową.

rozwiń [+] zwiń[-]

Wyczuleni na uczulenia

Alergie stały się tak powszechne i przybierają tak różnorodną formę, że zapewne nie wszystkich zdziwiłyby doniesienia o pojawieniu się przypadków alergii na alergie.

 

Uczulają już nie tylko żywność, pyłki, ubrania, ale także sperma partnera (prawdopodobnie białko z wydzieliny prostaty), telefon komórkowy (części aluminiowe i niklowane aparatu) i …egzaminy. Do tego ostatniego wniosku doszli naukowcy ze sztokholmskiego Karolinska Institute, którzy zaobserwowali, że w czasie sesji egzaminacyjnych studenci o skłonnościach do alergii zaczynali cierpieć i to niezależnie od tego jak skrupulatnie unikali uczulających ich alergenów. Wytłumaczenie tego zjawiska nie jest skomplikowane. Egzaminom towarzyszy stres. Stres pobudza do wzmożonego działania układ odpornościowy, ten zaś, pracując na zwiększonych obrotach, wywołuje nasiloną reakcję uczuleniową.

 

Gdzie drwa rąbią

Nie jest tajemnicą, że uczulenia spowodowane są wytężoną pracą układu immunologicznego. Ludzkość, pozbywając się z otoczenia mikrobów wywołujących wiele zakaźnych chorób, wyświadczyła sobie niedźwiedzią przysługę. Układ odpornościowy człowieka został pozbawiony najgroźniejszych naturalnych wrogów.

Wyrosło pokolenie limfocytów i przeciwciał, które nigdy nie brało udziału w zaciętej kampanii obronnej przeciwko agresorom atakującym ludzki organizm. Nie ma już weteranów zdolnych nauczyć młode wojsko na czym polega perfekcyjne wykorzystanie systemu wczesnego ostrzegania swój - obcy. Zresztą coraz trudniej o okazje, żeby zademonstrować dawny kunszt rozpoznawczy. Efekt jest taki, że przeciwciała panikują gdy tylko do organizmu zaczynają się przedostawać związki, przypominające zatarte już obrazy, te z instrukcji: baczność - wróg u bram. Ostrzeliwanie się na oślep rzadko przynosi zwycięstwo. Taka walka częściej doprowadzić może do samounicestwienia.

Nie jest to jedyny pogląd na przyczyny alergicznej epidemii. Kontrowersyjną teorię zaprezentował prof. Brian Sutton z King's College London, który uważa, że ludzkość została zaatakowana przez wyjątkowo groźnego pasożyta, bakterię lub wirusa. Nasz układ immunologiczny stanął na wysokości zadania, wytwarzając zdecydowaną reakcję odpornościową. Bitwa została wygrana. Problem pozostał w postaci nadwrażliwych przeciwciał, które prezentują zbyt dużą siłę rażenia nawet wobec pyłków drzew, czy orzeszków ziemnych.

 

Roztropna obrona

Zdezorientowanemu organizmowi pomagają alergolodzy. Stosują oni coraz bardziej skuteczne sposoby kierujące rozregulowany układ odpornościowy na właściwe tory. Nie zawadzi jednak wysiłki specjalistów wesprzeć prowadzeniem racjonalnego trybu życia. Spróbujmy ograniczyć liczbę i siłę fałszywych sygnałów, które docierają do układu immunologicznego.

Nie wprawiajmy go w osłupienie nadmiernym wysiłkiem fizycznym po całych miesiącach bezczynności. Wskazana jest stała, umiarkowana aktywność ruchowa na świeżym powietrzu.

Nie starajmy się zastąpić brak snu nadmiarem jedzenia. Zapomnijmy o tytoniu i mocnym alkoholu.

Nie zaszkodzą, a mogą pomóc probiotyki zawarte w produktach mlecznych. Pozytywną rolę odgrywają właściwie zbilansowane mikroelementy: cynk, magnez, potas, selen, wapń, żelazo, witaminy z grupy antyutleniaczy.

Spróbujmy życzliwie spojrzeć na otaczających nas ludzi. Odrzućmy robotę wykonywaną w ciągłym napięciu, w dodatku nie dającą satysfakcji materialnej. Wybierzmy pracę dobrze płatną, a przy tym bezstresową. I nie zamartwiajmy się o ile uznamy, że niektórych postulatów nie jesteśmy w stanie spełnić. Pożądane efekty w końcu przyjdą, ale ten dla którego rezultat musi być widoczny najdalej po miesiącu, może poczuć się rozczarowany.

Zdejmowanie butów przed drzwiami mieszkania, stosowanie odkurzaczy z wysokosprawnym filtrem powietrza, częste pranie ubrań z opcją antyalergiczną, codzienne kąpiele. To wszystko pomaga zmniejszyć uciążliwe objawy alergii, bo w ten sposób eliminuje się z otoczenia część alergenów. Specjaliści z Atlanta Allergy & Asthma Clinic oraz The Pediatric Lung Center (i nie oni jedni) uważają jednak, że taka dbałość faktycznie osłabia organizm w walce z alergenami. Lepsze rezultaty przynieść może stopniowe zwiększanie niebezpiecznych substancji w otoczeniu osób uczulonych. Nie sposób jednak tego dokonać domowymi sposobami. Do osiągnięcia sukcesu potrzebne są wręcz laboratoryjne warunki, nieosiągalne w codziennym życiu.

 

Klin kinem

Jedna z alternatywnych terapii polega na wprowadzaniu do organizmu alergika minimalnych dawek alergenu. Stopniowo aplikuje się coraz większą ilość nietolerowanej substancji, najczęściej w sproszkowanej postaci. Naukowcy z Uniwersytetów Duke i Arkansas w ten sposób wyleczyli grupę małych pacjentów, dla których przed kuracją zjedzenie jednego kurzego jaja kończyło się wysypką, wymiotami, a nawet problemami z oddychaniem. Po dwóch latach żmudnej terapii dzieci zjadały na raz po dwa jaja, a posiłek nie kończył się żadnymi niepożądanymi objawami. Podobnie postępuje się w przypadku ostrych alergii na orzeszki ziemne. Odczulanie przynosi zadowalający rezultat u 85 proc. osób „chorobliwie” reagujących na alergeny, głównie na pyłki roślin.

Prościej jest przyjmować leki, które zapobiegają wytwarzaniu przez organizm zbyt dużej ilości histaminy i leukotrienów. To one, wyzwalane w nadmiarze, w reakcji na obecność alergenów powodują nieprzyjemne doznania „uczuleniowców”: swędzenie skóry, katar, pieczenie i zaczerwienienie oczu.

Lekarze ze szpitala Johnsa Hopkinsa ratunku dla alergików upatrują w kwasie foliowym i jego solach. Poddali oni obserwacjom 8 tys. osób w wieku od 2 do 85 lat. U uczestników eksperymentu, u których występowało obniżone stężenie soli kwasu foliowego z reguły występowały objawy alergii. Naukowcy sugerują, że pozytywny efekt w terapii przynieść może przyjmowanie zwiększonych dawek witaminy B9. Jej znaczne ilości zawierają m.in.: sałata, szpinak, kapusta, brokuły, szparagi, kalafiory, brukselka, groch, fasola i soczewica.

 

Co na to ekologia?

Zanieczyszczenie środowiska stało się przysłowiowym chłopcem do bicia, wykorzystywanym przez większość specjalistów, szukających odpowiedzi na pytanie dlaczego alergie są tak powszechne w krajach wysokorozwiniętych. Okazuje się, że ferowane wyroki są zbyt pochopne.

Bengt Björkstén, szwedzki immunolog postawił pytanie dlaczego liczba alergicznych dzieci w Szwecji jest zdecydowanie większa niż w niedalekiej Estonii. Nie można całą winą obarczać skażone środowisko, gdyż objęci badaniem mali Estończycy dorastali na terenach znacznie bardziej zanieczyszczonych niż ich szwedzcy koledzy. Większe zło tkwi zatem w skrupulatnym przestrzeganiu higieny, masowym używaniu środków higieny, których jedynym zadaniem jest zabijanie zarazków - na śmierć.

Dzięki wieloletnim badaniom, prowadzonym przez Bengt Björkstén, zgromadzono bogaty materiał naukowy w postaci kupek nieletnich pacjentów, zarówno Szwedów, jak i Estończyków. To w ich kale ukryta ma być odpowiedź jakie mikroorganizmy Szwedzi nieopacznie usunęli ze swojego otoczenia.

W takim postawieniu sprawy jest spójna teoria. W Wietnamie przeprowadzono akcję, w wyniku której miano wyeliminować część pasożytów zadomowionych w układzie pokarmowym wietnamskich dzieci. W pierwszej kolejności rozwiązano problem tęgoryjec dwunastnicy. Osiągnięto sukces. Dzieci nie musiałyby już zmagać się np. z ancylostomatozą. Zwycięstwo okazało się jednocześnie porażką, bo wraz z wyeliminowaniem pasożytów problemem Wietnamczyków zaczęły być roztocza. W tym wypadku zatem zrealizowanie programu zdrowotnego doprowadziło do zwiększenia liczby dzieci cierpiących na alergie.

 

Winna demografia

Powstała dość odważna inna teoria, zgodnie z którą jedną z przyczyn wysokiego odsetka osób skłonnych do alergii w krajach wysokorozwiniętych jest zbyt mały w tych krajach przyrost naturalny. W regionach, w których rodziny wielodzietne nie należą do rzadkości uczulenia nie są tak powszechne. Dlaczego tak jest? Naukowcy z Uniwersytetu South Carolina przebadali 1,2 tys. dzieci urodzonych na wyspie Wight, a więc mniej więcej w podobnych warunkach naturalnych. Okazało się, że u dzieci pierworodnych znacznie częściej występuje podwyższona aktywność genu, powodującego wzrost poziomu immunoglobulin E (IgE). Są to przeciwciała odpowiedzialne za powstawanie reakcji alergicznych. Więcej jedynaków to liczniejsze pokolenie skazanych na alergie. Kierujący badaniami dr Wilfried Karmaus uważa, że umiejętna interwencja w okresie prenatalnym pozwoli zmniejszyć liczbę alergików nawet o jedną trzecią.

 

Rozumne jedzenie

Ponad 200 prac naukowych, opisujących przypadki występowania alergii wśród dzieci – przeanalizował zespół niemieckich uczonych pracujących pod kierunkiem dr Cathleen Muche - Borowski z Universitätsklinikum Schleswig - Holstein. Ich zdaniem w przezwyciężaniu alergii pomocne ma być jedzenie ryb zarówno przez matkę w okresie ciąży, jak później przez dziecko. Nie bez znaczenia jest także karmienie piersią (przez co najmniej cztery miesiące) oraz unikanie dymu z papierosów prze matkę i jej dziecko.

Trzeba zwracać uwagę nie tylko co jedzą dzieci, ale także ile jedzą. Otyłe dzieci cierpią na alergię o ponad 25 proc. częściej niż ich rówieśnicy, którzy mają prawidłową masę ciała - twierdzą naukowcy z amerykańskiego Narodowego Instytutu Środowiskowych Nauk Medycznych (NIEHS). Takie wnioski uczeni oparli na wynikach badań obejmujących grupę ponad 4 tys. młodzieży. Otyli mają przede wszystkim problemy z alergiami pokarmowymi. Doświadczają ich trzykrotnie częściej niż rówieśnicy trzymający wagę w ryzach. Wciąż jednak nie ma spójnej teorii wyjaśniającej te różnice - zastrzega się prowadząca badania dr Darryl Zeldin.

O spójne teorie jest zresztą szczególnie trudno, bo alergii mogą towarzyszyć objawy, które nie sposób jest wręcz powiązać z przyczyną. Okazuje się na przykład, że znaczna część dzieci nadpobudliwych, mających trudności z koncentracją uwagi, jest uczulona na syntetyczne substancje dodawane do żywności, takie jak tartrazyna (E102) - barwnik lub kwas benzoesowy (E210) – konserwant.

Alergie doprowadziły do tego, że nie tylko nie możemy jeść na co mamy ochotę, ale także do tego, że nie mamy szans na to, aby pachnieć wymarzoną nutą perfum. Prawdą jest, że zdecydowana większość naturalnych substancji zapachowych stosowanych w przemyśle perfumeryjnym nie stanowi zagrożenia dla człowieka - przyznaje Lina Hagval z Uniwersytetu w Göteborgu. Prawdą jest jednak i to, że rozpylone w powietrzu podlegają samoutlenieniu, reagują także z enzymami skóry. Powstający wówczas geranial (izomer trans) zaliczany jest do grona zjadliwych alergenów.

 

Z dziada pradziada

Z pewnością większość alergii rozwija się przed trzydziestym rokiem życia, nie prawdą jest jednak to, że wraz z przekroczeniem smugi cienia uwalniamy się od zagrożeń. Uczuleniowcem można stać się w każdym wieku – zapewnia prof. Richard Honsinger z Uniwersytetu New Mexico. Efekty walki z alergią są takie, że w krajach wysokorozwiniętych co trzecie dziecko w karcie choroby ma wpisane „pacjent alergiczny”. Chorych będzie przybywać, bo o ile oboje rodziców są alergikami to z 75 proc. prawdopodobieństwem także ich potomek nie ustrzeże się przed dokuczliwymi dolegliwościami. Jak jest u nas? Czterech na dziesięciu Polaków jest na coś uczulonych.

 

Zbawienne alergie

Alergie mają złą prasę, ale naukowcy dopatrzyli się także pozytywnych stron tego typu dolegliwości. Uczeni z Uniwersytetu Cornell, pracujący pod kierunkiem prof. Paula Shermana, wykonali gigantyczną robotę analizując wyniki 646 badań z ostatnich 50 lat. Okazało się że choroby nowotworowe nie trapią tak często alergików, jak osoby które nie muszą na co dzień walczyć z uczuleniami. To zasługa aktywnego układu immunologicznego, który koncentruje się na szybkim usuwaniu z organizmu wielu toksyn. Część z nich obarczana jest odpowiedzialnością za tworzenie się struktur nowotworowych. Zespół lekarzy z Mt. Sinai Hospital w Toronto wyliczyli, że cierpiący na katar sienny zapadają na nowotwór trzustki, o 57 proc. rzadziej niż osoby, które nigdy nie miały problemów z cieknącym nosem.

Nie zawsze jednak alergicy są w sytuacji uprzywilejowanej. Rak płuc dopada ich częściej niż pozostałe osoby, a to dlatego, że podczas astmatycznych ataków toksyny nie są wydzielane na zewnątrz organizmu.

 

Nieszczęścia chodzą parami

Alergicy nie tylko muszą uważać czym oddychają, ale także na to co jedzą i czego dotykają. 9 na 10 osób, które nie tolerują białka mleka krowiego będą miały problemy także po wypiciu mleka od kozy. 8 spośród 10 uczulonych na antygeny pyłku brzozy nie może bez obaw zjeść niektórych owoców i warzyw m.in.: jabłek, gruszek, wiśni, czereśni, selera i marchwi.

O ile ktoś zaobserwuje niepokojące zmiany na swojej skórze po założeniu lateksowych rękawiczek, powinien uważać przy jedzeniu: bananów, ananasów, selera i papryki. W ten sposób daje znać o sobie alergia krzyżowa. Tak jest, bo wiele alergenów pochodzenia roślinnego ma podobną budowę do „uczulających” białek w pokarmach. Układ immunologiczny alergików nie odróżnia tak subtelnych różnic.

 

 

Alergeny reagując krzyżowo

pyłek brzozy -

pyłek leszczyny, olszy, dębu, grabu, buku, owoce pestkowe (jabłko, gruszka, morela, wiśnia, czereśnia), kiwi, brzoskwinia, mango, seler, marchew, mak, pieprz

 

pyłek leszczyny -

pyłek drzew brzozy, olszy, dębu, grabu, buku, orzech laskowy

 

pyłek traw -

melon, arbuz, pomidor, mąka (żyto, pszenica)

 

pyłek bylicy -

seler, marchew, przyprawy

 

pyłek drzew oliwnych -

pyłek jesionu, ligustru pospolitego, pyłek bzu lilaka

 

roztocze kurzu domowego -

skorupiaki: krewetki, kraby, ostrygi

ślimaki

 

pióra -

jajo kurze, mięso kurze

 

sierść kota -

mięso wieprzowe

 

lateks gumy naturalnej -

banan, awokado, kiwi, papaja, ananas, melon, mango, kasztan jadalny, migdały, grejpfruty, seler, ziemniaki, orzechy, pomidory, marchew, papryka, szpinak, sałata, przyprawy, fikus

 

 

mleko krowie -

mleko kozie, mleko owcze, mięso wołowe

MS

rozwiń [+] zwiń[-]

Są sposoby na „złą krew”

Jesteśmy osłabieni, zmęczeni, mamy złe samopoczucie, coraz częściej boli nas głowa, zaczynamy odczuwać dreszcze, bywa że wzrasta pragnienie, czasami zaś - wprost przeciwnie – pić nie chce się wcale. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wiąże tych objawów z poważną chorobą układu krwionośnego. Najczęściej sięgamy po to co mamy pod ręką, niestety nie jest to zdrowy rozsądek tylko wyczekiwanie i suplementy diety, te: na oczy, na serce, na stawy, na wszystko.

 

Bezpodstawne obawy

To czego najbardziej oczekujemy od naszego organizmu, to aby doprowadził się do stanu, w którym dolegliwości „przejdą same”.  Bywa, że kilkutygodniowe wyczekiwanie daje pożądany efekt, ale bywa także i tak, że takiego efektu nie ma. Nie wszyscy wykonują badania krwi - nawet wówczas, gdy lekarz rodzinny, stwierdziwszy powiększone węzły chłonne, wręcza skierowanie na morfologię. To wówczas z tyłu głowy pojawia się nierozsądna myśl, że może lepiej nie wiedzieć, bo może to coś tak poważnego jak białaczka.

Współpracujący z Warsaw Medical Center prof.  Lech Konopka, były konsultant krajowy w dziedzinie hematologii oraz swego czasu dyrektor Instytutu Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie, uspokaja. - Nie jest tak, że każde zaburzenie w układzie krwiotwórczym oznacza poważne problemy zdrowotne, wiążące się z koniecznością hospitalizacji. Z reguły tak nie jest. Diagnozę musi postawić jednak hematolog w oparciu o wartościowy materiał analityczny. Zazwyczaj proste do spełnienia zalecenia lekarza przywracają równowagę organizmowi, nie zawsze jednak złu zaradzić może   na przykład regularne przyjmowanie czynników krwiotwórczych: żelaza, witaminy B12 lub kwasu foliowego.

 

Złowrogie środowisko

Lepiej zapobiegać niż leczyć to truizm, który w przypadku chorób układu krwionośnego bywa wyjątkowo gorzki. Po latach od tragedii WTC wychodzi na jaw, że nazajutrz po 11 września 2001 r., Agencja Ochrony Środowiska (EPA), nie chcąc wzbudzać paniki, zapewniła, że powietrze wokół „Strefy Zero” jest bezpieczne. Stwierdzono niski poziom azbestu, a ołowiu i lotnych związków organicznych w badanych próbkach powietrza ponoć praktycznie nie było wcale.

Bezspornym jest fakt, że nowojorscy strażacy, którzy zaangażowani byli w akcję ratunkową, pracowali na gruzach WTC, częściej chorują na raka niż ci, którzy nie byli narażeni na wdychanie szkodliwych substancji. Analizy jak najbardziej poddają się statystycznym uogólnieniom, gdyż dr David Prezant, dyrektor ds. medycznych z NYFD, przebadał 11 tys. strażaków. Wyniki prac podano w prestiżowym piśmie medycznym „The Lancet”. Bezspornym jest fakt, że osoby, mające kontakt z pyłem wydobywającym się ze zgliszczy WTC, o 19 proc. częściej niż ich koledzy po fachu zapadały na raka, także atakującego układ krwionośny.

Prof.  Lech Konopka jest przekonany, że nawet bez tak ekstremalnych sytuacji życie w wielkim mieście to poważny problem dla ludzkiego układu krwionośnego. Zło niosą spaliny, pył z klocków hamulcowych, wyziewy z zakładów produkcyjnych. Szkodliwe substancje znajdują się w wielu elementach wyposażenia wnętrz. Ich liczba jest znacznie większa niż liczba kosztownych i czasochłonnych badań, które mogłyby wykazać co jest, a co nie jest, i w jakim stężeniu, obojętne dla ludzkiego zdrowia. Wiadomo, że szczególnie groźne są polichlorowane dwubenzodioksyny, dwubenzofurany i dwufenyle obecne chociażby w niektórych środkach czystości powszechnie używanych w gospodarstwach domowych.

 

Psychika pod pręgieżem

Szkodliwe środowisko pada na osłabiony organizm, który broniąc się przed problemami życia codziennego, zwiększa stężenie cytokin. To bardzo precyzyjna broń, która wpływa na pracę układu odpornościowego. Nieostrożne jej użycie doprowadzić może do rozregulowania pracy całego ustroju.

Immunologia należy do dziedzin wiedzy bez długiej listy dokładnie opisanych eksperymentów naukowych. Jeden z nich przeprowadzono w Szwecji. Na poddanie układów immunologicznych obserwacjom naukowym zdecydowała się 41-osobowa grupa studentów ze sztokholmskiego Karolinska Institutet. Okazało się, że w trakcie sesji egzaminacyjnej w ich organizmach zarejestrowano podwyższony poziom limfocytów T. Zastępy obrońców organizmu postawiono w stan alarmu tak jak podczas ataku wirusów. Im większy stres przeżywamy, tym na większych obrotach działa nasz system odpornościowy. Długotrwający alert zmniejsza skuteczność siły reagowania w razie rzeczywistego ataku z zewnątrz.

 

Geny zmutowane

Stres sprzyja nieszczęściu, ale trzeba pamiętać, że zło powstaje wcześnie, bardzo wcześnie. Lekarze z Medical Research Council Molecular Haematology Unit (MRCMHU) w Oksfordzie oceniają, że z komórkami tzw. przedbiałaczkowymi przychodzi na świat co setna osoba. To ludzie, u których rozerwana nić DNA łączy się w nieodpowiednim miejscu. U 1 proc. szczególnych pechowców dodatkowo dochodzi do niepożądanych mutacji.

O komórkach przedbiałaczkowych wie prawie wszystko funkcjonujący w MRCMHU prof. Tariq Enver. Prawie wszystko, bo na pytanie jak na nie oddziaływać, aby nie były zagrożeniem dla człowieka, ani on, ani nikt inny jednoznacznej odpowiedzi nie znalazł.

 

Wirusy straszą

W przekonaniu laików za chorobami układu krwiotwórczego stoją niepożądane zmiany genetyczne. To powierzchowna prawda, w dodatku niecała.

Mononukleoza zakaźna - ostra samoograniczająca się limfoproliferacyjna choroba krwi, to przykład wskazujący na inną przyczynę zdrowotnych problemów. Choroba w klasycznej postaci wywoływana jest przez wirus Epsteina-Barr (EBV). Zalecenia profilaktyczne są niezmiernie proste  - należy wystrzegać się przede wszystkim śliny chorych, ozdrowieńców i osób po przebyciu bezobjawowego zakażenia. Zalecenia są słuszne, ale jak je wypełnić skoro choroba szerzy się poprzez łańcuch zakażeń bezobjawowych i dlatego bardzo trudno jest ustalić kontakt z chorym.

W krajach rozwijających się u dzieci poniżej 5 roku życia, swoiste przeciwciała wykrywane są u  80 - 90 proc. badanych. W krajach, uprzemysłowionych wskaźnik ten jest o połowę niższy. Tak więc paradoksalnie zdecydowanie większe ryzyko zachorowania dotyczy osób żyjących w dobrych warunkach ekonomicznych. Pełnoobjawowa mononukleoza zakaźna  rozwija się u co piątego zakażonego.

Eksperymentalne badania szczepionek przeciwko Ebola świadczą o tym, że w walce z niektórymi chorobami eksperci z dziedziny hematologii wcale nie znajdują się na ostatniej prostej.

 

Eksperymentalne i skuteczne

Sposoby dezaktywacji nowotworów krwi są coraz celniejsze. Dzięki odkryciu chromosomu Philadelphia poznano przyczynę powstawania białaczki szpikowej. Za zło odpowiada translokacja części materiału genetycznego pomiędzy chromosomem 9. a 22. Następstwem tych zmian jest powstanie patologicznego genu BCR-ABL. Wiedza ta pozwoliła na opracowanie leku działającego bezpośrednio na przyczynę powstania nowotworu. To inna liga w porównaniu do specyfików – często nieskutecznie – minimalizujących skutek choroby.

W leczeniu niezbędne są badanie cytogenetyczne umożliwiające rozpoznanie aberracji chromosomalnych w komórkach nowotworowych.

Bywa jednak, że o sukcesie wcale nie decyduje żmudna praca, a traf losu. Tak było w przypadku Vemurafenibu, inhibitora BRAF, leku zatwierdzonego do leczenia zaawansowanego czerniaka. Nieoczekiwanie okazało się, że jest on skuteczny w leczeniu rzadko występującej białaczki włochatokomórkowej (HCL).

- Przyjmowany doustnie lek całkowicie usuwa komórki nowotworowe – zapewnia prowadzący badania prof. Salvador Macip z University of Leicester. Problem w tym, że naukowcy nie wiedzą w jaki sposób lek ten zadziałał. Wiedza ta jest konieczna, gdyż tylko wówczas można mówić o optymalnym stosowaniu terapii.

 

Bezpodstawne obawy (epilog)

Prof.  Lech Konopka, który doskonale zna najnowsze osiągnięcia medycyny w dziedzinie hematologii, uspokaja, że choroby krwi tylko w nielicznych przypadkach kończą się rozpoznaniem zmian nowotworowych, a te się leczy z coraz lepszym skutkiem. Z reguły niepokojące objawy dotyczą zmian o wiele bardziej prozaicznych. Trafnego rozpoznania dokonać potrafi tylko najlepszy specjalista, a tacy współpracują na co dzień z Warsaw Medical Center.

MS

 

 

****

Limfoarmia wewnętrznego reagowania

 

Dzień w dzień wystawiamy na prywatny użytek najliczniejszą i jednocześnie najmniejszą armię świata. Kilkadziesiąt miliardów żołnierzy, pilnie strzegących naszego ustroju - to brzmi imponująco. Inna sprawa, że obrońcy ci mieszczą się w objętości trzech łyżeczek od herbaty.

 

Limfocyty specjalnego przeznaczenia

Dumą sił zbrojnych, w której służbę pełnią białe ciałka, są elitarne oddziały desantowe limfocytów. Tworzą one grupy szybkiego reagowania. Limfocyty B dysponują precyzyjną i szybkostrzelną bronią - przeciwciałami. W ciągu sekundy limfocyt wyrzucić może w stronę przeciwnika grad pocisków złożony z kilku tysięcy przeciwciał. To broń szybkostrzelna, ale z uwagi na swoją konstrukcję, jednostronna, nie sprawdza się w walce z każdym typem przeciwnika. Na szczęście mobilne jednostki specjalnego przeznaczenia nie walczą zbyt długo samotnie, gdyż przybywają im z pomocą oddziały liniowe limfocytów T. W razie konieczności interferon, superszybki przekaźnik, śle meldunki do sztabu dowodzenia, a ten uruchamia kolejne jednostki limfocytów. Mobilizacja rozpoczyna się w węzłach chłonnych, dlatego w poważnych infekcjach węzły te się powiększają. To znak, że walka została podjęta.

Limfocyty T mają dość szerokie spektrum rażenia, dysponują także dobrze rozwiniętą łącznością na polu bitwy. Nic dziwnego, szkolone są w elitarnej akademii wojennej – w narządzie zwanym grasicą. Niestety organizm ludzki nie ma wystarczających sił i środków, aby utrzymywać ten narząd w pełnej sprawności przez kilkadziesiąt lat. Apogeum aktywności grasicy przypada na okres pomiędzy 18 a 20 rokiem życia człowieka. Później szkolenie młodych kadr jest coraz mniej intensywnie. Bywa, że akademia wojskowa na stałe zamyka swoje podwoje.

Braki wyszkolonej kadry oznaczać mogą kłopoty ze sprawnym dowodzeniem. Nie jest łatwo prowadzić skuteczną walkę z wrogiem, który – jak mało kto – posiadł sztukę kamuflażu. W warunkach wojny błyskawicznej o tragiczną pomyłkę nie trudno. System rozpoznania swój – obcy, oparty jest o karty identyfikacyjne, zawierające identyczny kod antygenu HLA (Human Leucocyte Antigens). Taki sposób zazwyczaj się sprawdza. Problemy mogą się pojawić gdy swój przejdzie na stronę obcego.

W walce ze skrytobójczym wrogiem nie sposób przecenić roli kontrwywiadu. Do tej służby nadają się znakomicie limfocyty T, które osiągnęły mistrzostwo w rozpracowywaniu zdrajców. Limfocyty nauczyły się rozpoznawać wśród własnych komórek struktury nowotworowe. Demaskują je po niewidocznym dla innych antygenie TAA (Tumor Associated Antigens). Oficerowie kontrwywiadu, gdy tylko rozszyfrują przypisane do nieprawidłowych komórek oznaczenie, zaczynają wydzielać sygnały alarmowe w postaci enzymu o nazwie lizozym. To jeden z lepiej poznanych naturalnych czynników hamujących rozwój drobnoustrojów. Lizozym mobilizuje do działania ciężką artylerię – makrofagi. Ich oddziały zmasowanym atakiem unicestwiają komórki rakowe. Kontrwywiad ani na chwilę nie może obniżyć czujności, gdyż w ludzkim organizmie codziennie powstaje ok. 4 tys. podejrzanych komórek.

 

Granulocyty – szara piechota

Tak jak w każdym wojsku, w systemie obronnym człowieka jednostki elitarne nie są zbyt liczne. Limfocyty stanowią niewielki odsetek komórek układu odpornościowego. To trzon armii, natomiast jej kościec budowany jest w oparciu o zastępy granulocytów. Stanowią one 60 proc. wszystkich leukocytów (krwinek białych). Nie są trwałe, przeżywają od 6 do 12 godzin. Część z nich zdolna jest do fagocytozy, czyli po prostu do połykania przeciwnika. W razie alarmu szeregi granulocytów rzucane są do akcji, ale pełnią także codzienną służbę patrolową. Granulocyty, wspólnie z pododdziałami makrofagów (w dosłownym tłumaczeniu - wielkich żarłoków), usuwają ze strefy bezpośrednich działań wojennych organizmy żywe i martwe: kurz, wirusy, bakterie.

 

Wróg nie śpi

Jest wiele miejsc dyslokacji komórek układu odpornościowego. Znajdziemy je nie tylko w elitarnej akademii wojskowej - grasicy, ale także m.in.: w śledzionie, szpiku kostnym i układzie oddechowym. Aż 80 proc. jednostek, wchodzących w skład układu odpornościowego, znajduje się w przewodzie pokarmowym. Tam stacjonują tzw. granulki limfatyczne, które na rozkaz wytwarzają przeciwciała.

Bez nieustannych działań zaczepno – obronnych, realizowanych przez zastępy leukocytów, nie przeżylibyśmy nawet jednego dnia. Tymczasem niehigienicznym, a nawet lekkomyślnym trybem życia nie ułatwiamy zadania strażnikom naszego ustroju. Usypiamy ich czujność, zmuszamy do interwencji, do których nie powinno dochodzić, angażujemy do działań nawet wówczas, gdy wróg nie atakuje.

Czasami dochodzi do tego, że z premedytacją obniżamy zdolności obronne organizmu. W tym celu wymyślono leki immunosupresyjne. W efekcie przed przemęczonymi i nieco zdezorientowanymi mikroobrońcami odparcie ataku wroga staje się o wiele trudniejszym zadaniem niż być powinno.

Opisywany w literaturze beletrystycznej frontalny atak nadchodzi z morza, lądu i powietrza. W przypadku organizmu człowieka dróg inwazji jest znacznie więcej. Leukocyty strzec muszą m.in.: błonę śluzową, układ oddechowy, nabłonek jelita, a nawet uszkodzoną skórę. Duża część zewnętrznego mikroświata usytuowała się we wrogim nam obozie, a mimo to zbyt często zachowujemy się beztrosko.

 

Działanie na rzecz wroga

Ułatwiamy zadanie wrogowi chociażby paląc papierosy. Jeden seans z papierosem sprawia, że na kilkanaście minut porażamy, wyściełające górne drogi oddechowe, rzęski nabłonka. A rzęski te pełnią ważne funkcje zaporowe. Palacze, wypalając jedną paczkę papierosów dziennie, wyłączają na co najmniej 6 godzin zapory inżynieryjne. W ten sposób wirusy i bakterie mają ułatwione zadanie.

Realizowanie funkcji obronnych przez układ odpornościowy można skutecznie utrudnić, obciążając przewód pokarmowy jedzeniem byle czego i byle jak. Właściwa dieta powinna składać się co najmniej w połowie z warzyw, owoców, a tylko w 20 proc. z mięsa (głównie z ryb) i nabiału. Ważne są produkty zbożowe niskoprzetworzone (z grubej mąki). Dieta bogata w błonnikpoprawia perystaltykę jelit. W ten sposób powstają optymalne warunki, sprzyjające prawidłowej pracy układu odpornościowego.

 

Ochrona wielowątkowa

Istnieje przekonanie, że jogurty, szczególnie te z żywymi kulturami bakterii, poprawiają odporność organizmu. Tego typu napoje mleczne mają wspierać naturalną odporność dzieci. Pamiętajmy jednak, że nie wszystko, co w drodze na sklepowe półki miało kontakt z tzw. dobrymi bakteriami, można nazwać probiotykami.

Korzystny wpływ na organizm człowieka mają tylko niektóre szczepy bakterii, i to dostarczone w ilości zapewniającej tzw. masę krytyczną (minimalną liczbę żywej mikroflory określa się na milion w 1 mm lub 1 g). W mniejszej ilości nie przetrwają wędrówki przez żołądek i nie założą zbawiennej kolonii w jelitach. Jesteśmy zdani na kupno biojogurtów, bioserków, bo w domowych warunkach z mleka pasteryzowanego lub UHT nie uzyskamy zsiadłego. Sprawdzajmy, czy na produkcie widnieją dokładne oznaczenia bakterii, np. Bifidobacterium (rodzaj) lactis (gatunek) DN-173 010 (szczep).

Probiotyki nie są panaceum. Prawdopodobnie nigdy nie będą stosowane w wypadku poważnych schorzeń, na pewno nie można ich podawać pacjentom z chorobami, które powodują wewnętrzne krwawienie, martwicę, czy perforację ścian narządów. Czasem korzystniejsze niż probiotyki są prebiotyki. Pobudzają one rozwój prawidłowej flory jelit, ale w odróżnieniu od probiotyków nie zawierają bakterii, a jedynie substancje stymulujące ich rozwój.

Wciąż nie jest także pewne czy sok z rośliny astrowatej Echinacea rzeczywiście o połowę redukuje niebezpieczeństwo złapania infekcji. O tym, że tak jest przekonuje dr Craig Coleman z University of Connecticut School of Pharmacy. Naukowiec powołuje się przy tym na wyniki kilkunastu badań potwierdzających wpływ zażywania soku z rośliny na układ odpornościowy człowieka.

Jedno jest pewne. Układ immunologiczny kształtuje się przez pierwsze dwa lata życia, dlatego tak ważne jest karmienie piersią. Mleko matki zawiera prebiotyki, które tworzą sprzyjające warunki do budowy optymalnej flory bakteryjnej.

 

Urodzeni mordercy

Naukowcy nie wiedzą wszystkiego o funkcjonowaniu układu odpornościowego, a od lat próbują nakłonić go do rozprawienia się z nowotworami. Uczeni reprezentujący School of Medicine wUniversity of Washington zaobserwowali, że układ odpornościowy niekiedy potrafi skutecznie zahamować proces rozrastania się guza, gdyż regularnie zabija część komórek nowotworowych. Dezintegracja nie przebiega jednak na tyle szybko, aby zmniejszyć lub zlikwidować guz. To wojna pozycyjna, w której żadna ze stron nie uzyskuje zdecydowanej przewagi. Choroba nie znika, ale także nie rozwija się.

Naukowcy nie byliby naukowcami, gdyby nie spróbowali wesprzeć natury w walce dobra ze złem. Specjaliści z londyńskich Imperial College, University College oraz National Institute for Medical Research poddali działaniu inżynierii genetycznej, obecne we krwi komórki macierzyste. Przekształcili je w białe krwinki nazywane urodzonymi mordercami (natural killers NK). Te swoiste robocopy miałyby wypełniać specjalne zadania. Wysyłano by je na pierwszą linię frontu, na której toczy się regularna walka z: nowotworami, stwardnieniem rozsianym oraz cukrzycą typu 1. NK drążą kanaliki w błonie chorych komórek i unicestwiają je od środka.

Doświadczenia naukowe przeniesiono nawet w kosmos. Bakterie po pobycie w stanie nieważkości stają się bardziej zjadliwe niż na Ziemi. Ich ataku doświadczył Fred Haise, uczestnik misji Apollo 13. Astronauta po powrocie na Ziemię przez kilka tygodni chorował na wyjątkową ostrą infekcję prostaty. Jeanne Becker z National Space Biomedical Research Institute uważa, że pobyt w nieznanym dla baterii środowisku stanowi dla niej stres, na który drobnoustrój odpowiada biochemicznym mechanizmem obronnym. Mikrob tworzy nową konfigurację białek. To poważne wyzwanie dla ludzkiego układu odpornościowego. Tym większe, iż okazało się, że brak grawitacji niekorzystnie wpływa na ludzkie geny. Działaniu stanu nieważkości poddano wyhodowaną kulturę komórek ludzkich nerek. Po pobycie w kosmosie zaobserwowano zdecydowane zmiany w ekspresji 1,6 tys. genów.

 

Zbawienne zmęczenie

Nie trzeba przenosić się w kosmos, żeby w sposób zauważalny doprowadzić do zmian w układzie odpornościowym. Tym razem pozytywnych. Wystarczy nie zapominać o wysiłku fizycznym na świeżym powietrzu. Wysiłek to może za dużo powiedziane, wystarczy intensywny spacer. Dotlenienie krwi zwiększa aktywność makrofagów i powoduje wzrost liczby limfocytów typu T. Zapewnia o tym prof. Steve Field, prezes Royal College of General Practitioners (organizacja reprezentująca interesy lekarzy rodzinnych w Wielkiej Brytanii). Prof. Steve Field przebadał tysiąc osób, które w okresie jesienno - zimowym przynajmniej przez 20 minut, kilka razy w tygodniu regularnie ćwiczyły fizycznie. Okazuje się, że osoby systematycznie się ruszające „łapią” przeziębienia o połowę rzadziej niż ci dla, których sport jest tylko pusto brzmiącym słowem. Prof. Steve Field nie ma wątpliwości, że aktywność fizyczna wspomaga sprawne funkcjonowanie systemu immunologicznego. Potocznie mówimy o hartowaniu ciała.

 

Niedobra samotność

Wystrzegać należy się nie tylko bezczynności, ale także samotności. Prof. Steve Cole z University of California w Los Angeles jest przekonany, że samotność obniża skuteczność działania układu odpornościowego. Ponad 200 genów samotników zniekształconych jest w części, odpowiedzialnej za układ immunologiczny. W ocenie prof. Steve Cole, osoby samotne są bardziej narażone na choroby i śmierć w młodszym wieku.

 

Uwaga na pucz

Antygeny chronić mają nas przed zdradzieckim działaniem wroga, ale tak jak strzelba, która raz do roku sama strzela, tak przeciwciała mogą stać się niebezpieczne dla innych organizmów. To sprawka tak zwanych haptenów - antygenów resztkowych. Tworzą one wokół wybranych białek cudzego organizmu otoczkę paraliżującą prawidłowy przebieg procesów życiowych. Na niebezpieczeństwo szczególnie narażeni są alergicy. U „uczuleniowców” pojawić się mogą wypryski na skórze, drętwienie kończyn, zawroty i bóle głowy, mdłości.

Bywa i tak, że hapteny rozbijają małżeństwa. Trudno o mądrą radę, gdy okazuje się, że organizm kobiety silnie reaguje alergicznie na spermę męża. Antygeny są także zdolne do zabójstwa, bo na skutek ich działania raptownie ustać może akcja serca. Tego typu interwencje, realizowane przez przedstawicieli układu immunologicznego z dala od strzeżonych granic, niektórzy nazywają misjami stabilizacyjnymi. Nie wszyscy jednak je akceptują.

Jedno jest pewne, system immunologiczny nie pozwoli się ignorować. Układ odpornościowy uznawany jest po nerwowym, za drugi pod względem swoistej inteligencji. Posiadł zdolności zapamiętywania i oceny bodźców, potrafi zareagować na impulsy w sposób optymalny dla bezpieczeństwa ludzkiego organizmu. W efekcie człowiek zazwyczaj nabywa odporność na choroby, o ile wcześniej będzie miał kontakt z infekcją lub otrzyma ochronne szczepienie. Czasami jednak odpowiedź prewencyjna za strony limfoPretorian bywa niewspółmiernie silna w stosunku do zagrożenia.

 

MS

 

rozwiń [+] zwiń[-]

Strony