Wyczuleni na uczulenia

Alergie stały się tak powszechne i przybierają tak różnorodną formę, że zapewne nie wszystkich zdziwiłyby doniesienia o pojawieniu się przypadków alergii na alergie.

 

Uczulają już nie tylko żywność, pyłki, ubrania, ale także sperma partnera (prawdopodobnie białko z wydzieliny prostaty), telefon komórkowy (części aluminiowe i niklowane aparatu) i …egzaminy. Do tego ostatniego wniosku doszli naukowcy ze sztokholmskiego Karolinska Institute, którzy zaobserwowali, że w czasie sesji egzaminacyjnych studenci o skłonnościach do alergii zaczynali cierpieć i to niezależnie od tego jak skrupulatnie unikali uczulających ich alergenów. Wytłumaczenie tego zjawiska nie jest skomplikowane. Egzaminom towarzyszy stres. Stres pobudza do wzmożonego działania układ odpornościowy, ten zaś, pracując na zwiększonych obrotach, wywołuje nasiloną reakcję uczuleniową.

 

Gdzie drwa rąbią

Nie jest tajemnicą, że uczulenia spowodowane są wytężoną pracą układu immunologicznego. Ludzkość, pozbywając się z otoczenia mikrobów wywołujących wiele zakaźnych chorób, wyświadczyła sobie niedźwiedzią przysługę. Układ odpornościowy człowieka został pozbawiony najgroźniejszych naturalnych wrogów.

Wyrosło pokolenie limfocytów i przeciwciał, które nigdy nie brało udziału w zaciętej kampanii obronnej przeciwko agresorom atakującym ludzki organizm. Nie ma już weteranów zdolnych nauczyć młode wojsko na czym polega perfekcyjne wykorzystanie systemu wczesnego ostrzegania swój - obcy. Zresztą coraz trudniej o okazje, żeby zademonstrować dawny kunszt rozpoznawczy. Efekt jest taki, że przeciwciała panikują gdy tylko do organizmu zaczynają się przedostawać związki, przypominające zatarte już obrazy, te z instrukcji: baczność - wróg u bram. Ostrzeliwanie się na oślep rzadko przynosi zwycięstwo. Taka walka częściej doprowadzić może do samounicestwienia.

Nie jest to jedyny pogląd na przyczyny alergicznej epidemii. Kontrowersyjną teorię zaprezentował prof. Brian Sutton z King's College London, który uważa, że ludzkość została zaatakowana przez wyjątkowo groźnego pasożyta, bakterię lub wirusa. Nasz układ immunologiczny stanął na wysokości zadania, wytwarzając zdecydowaną reakcję odpornościową. Bitwa została wygrana. Problem pozostał w postaci nadwrażliwych przeciwciał, które prezentują zbyt dużą siłę rażenia nawet wobec pyłków drzew, czy orzeszków ziemnych.

 

Roztropna obrona

Zdezorientowanemu organizmowi pomagają alergolodzy. Stosują oni coraz bardziej skuteczne sposoby kierujące rozregulowany układ odpornościowy na właściwe tory. Nie zawadzi jednak wysiłki specjalistów wesprzeć prowadzeniem racjonalnego trybu życia. Spróbujmy ograniczyć liczbę i siłę fałszywych sygnałów, które docierają do układu immunologicznego.

Nie wprawiajmy go w osłupienie nadmiernym wysiłkiem fizycznym po całych miesiącach bezczynności. Wskazana jest stała, umiarkowana aktywność ruchowa na świeżym powietrzu.

Nie starajmy się zastąpić brak snu nadmiarem jedzenia. Zapomnijmy o tytoniu i mocnym alkoholu.

Nie zaszkodzą, a mogą pomóc probiotyki zawarte w produktach mlecznych. Pozytywną rolę odgrywają właściwie zbilansowane mikroelementy: cynk, magnez, potas, selen, wapń, żelazo, witaminy z grupy antyutleniaczy.

Spróbujmy życzliwie spojrzeć na otaczających nas ludzi. Odrzućmy robotę wykonywaną w ciągłym napięciu, w dodatku nie dającą satysfakcji materialnej. Wybierzmy pracę dobrze płatną, a przy tym bezstresową. I nie zamartwiajmy się o ile uznamy, że niektórych postulatów nie jesteśmy w stanie spełnić. Pożądane efekty w końcu przyjdą, ale ten dla którego rezultat musi być widoczny najdalej po miesiącu, może poczuć się rozczarowany.

Zdejmowanie butów przed drzwiami mieszkania, stosowanie odkurzaczy z wysokosprawnym filtrem powietrza, częste pranie ubrań z opcją antyalergiczną, codzienne kąpiele. To wszystko pomaga zmniejszyć uciążliwe objawy alergii, bo w ten sposób eliminuje się z otoczenia część alergenów. Specjaliści z Atlanta Allergy & Asthma Clinic oraz The Pediatric Lung Center (i nie oni jedni) uważają jednak, że taka dbałość faktycznie osłabia organizm w walce z alergenami. Lepsze rezultaty przynieść może stopniowe zwiększanie niebezpiecznych substancji w otoczeniu osób uczulonych. Nie sposób jednak tego dokonać domowymi sposobami. Do osiągnięcia sukcesu potrzebne są wręcz laboratoryjne warunki, nieosiągalne w codziennym życiu.

 

Klin kinem

Jedna z alternatywnych terapii polega na wprowadzaniu do organizmu alergika minimalnych dawek alergenu. Stopniowo aplikuje się coraz większą ilość nietolerowanej substancji, najczęściej w sproszkowanej postaci. Naukowcy z Uniwersytetów Duke i Arkansas w ten sposób wyleczyli grupę małych pacjentów, dla których przed kuracją zjedzenie jednego kurzego jaja kończyło się wysypką, wymiotami, a nawet problemami z oddychaniem. Po dwóch latach żmudnej terapii dzieci zjadały na raz po dwa jaja, a posiłek nie kończył się żadnymi niepożądanymi objawami. Podobnie postępuje się w przypadku ostrych alergii na orzeszki ziemne. Odczulanie przynosi zadowalający rezultat u 85 proc. osób „chorobliwie” reagujących na alergeny, głównie na pyłki roślin.

Prościej jest przyjmować leki, które zapobiegają wytwarzaniu przez organizm zbyt dużej ilości histaminy i leukotrienów. To one, wyzwalane w nadmiarze, w reakcji na obecność alergenów powodują nieprzyjemne doznania „uczuleniowców”: swędzenie skóry, katar, pieczenie i zaczerwienienie oczu.

Lekarze ze szpitala Johnsa Hopkinsa ratunku dla alergików upatrują w kwasie foliowym i jego solach. Poddali oni obserwacjom 8 tys. osób w wieku od 2 do 85 lat. U uczestników eksperymentu, u których występowało obniżone stężenie soli kwasu foliowego z reguły występowały objawy alergii. Naukowcy sugerują, że pozytywny efekt w terapii przynieść może przyjmowanie zwiększonych dawek witaminy B9. Jej znaczne ilości zawierają m.in.: sałata, szpinak, kapusta, brokuły, szparagi, kalafiory, brukselka, groch, fasola i soczewica.

 

Co na to ekologia?

Zanieczyszczenie środowiska stało się przysłowiowym chłopcem do bicia, wykorzystywanym przez większość specjalistów, szukających odpowiedzi na pytanie dlaczego alergie są tak powszechne w krajach wysokorozwiniętych. Okazuje się, że ferowane wyroki są zbyt pochopne.

Bengt Björkstén, szwedzki immunolog postawił pytanie dlaczego liczba alergicznych dzieci w Szwecji jest zdecydowanie większa niż w niedalekiej Estonii. Nie można całą winą obarczać skażone środowisko, gdyż objęci badaniem mali Estończycy dorastali na terenach znacznie bardziej zanieczyszczonych niż ich szwedzcy koledzy. Większe zło tkwi zatem w skrupulatnym przestrzeganiu higieny, masowym używaniu środków higieny, których jedynym zadaniem jest zabijanie zarazków - na śmierć.

Dzięki wieloletnim badaniom, prowadzonym przez Bengt Björkstén, zgromadzono bogaty materiał naukowy w postaci kupek nieletnich pacjentów, zarówno Szwedów, jak i Estończyków. To w ich kale ukryta ma być odpowiedź jakie mikroorganizmy Szwedzi nieopacznie usunęli ze swojego otoczenia.

W takim postawieniu sprawy jest spójna teoria. W Wietnamie przeprowadzono akcję, w wyniku której miano wyeliminować część pasożytów zadomowionych w układzie pokarmowym wietnamskich dzieci. W pierwszej kolejności rozwiązano problem tęgoryjec dwunastnicy. Osiągnięto sukces. Dzieci nie musiałyby już zmagać się np. z ancylostomatozą. Zwycięstwo okazało się jednocześnie porażką, bo wraz z wyeliminowaniem pasożytów problemem Wietnamczyków zaczęły być roztocza. W tym wypadku zatem zrealizowanie programu zdrowotnego doprowadziło do zwiększenia liczby dzieci cierpiących na alergie.

 

Winna demografia

Powstała dość odważna inna teoria, zgodnie z którą jedną z przyczyn wysokiego odsetka osób skłonnych do alergii w krajach wysokorozwiniętych jest zbyt mały w tych krajach przyrost naturalny. W regionach, w których rodziny wielodzietne nie należą do rzadkości uczulenia nie są tak powszechne. Dlaczego tak jest? Naukowcy z Uniwersytetu South Carolina przebadali 1,2 tys. dzieci urodzonych na wyspie Wight, a więc mniej więcej w podobnych warunkach naturalnych. Okazało się, że u dzieci pierworodnych znacznie częściej występuje podwyższona aktywność genu, powodującego wzrost poziomu immunoglobulin E (IgE). Są to przeciwciała odpowiedzialne za powstawanie reakcji alergicznych. Więcej jedynaków to liczniejsze pokolenie skazanych na alergie. Kierujący badaniami dr Wilfried Karmaus uważa, że umiejętna interwencja w okresie prenatalnym pozwoli zmniejszyć liczbę alergików nawet o jedną trzecią.

 

Rozumne jedzenie

Ponad 200 prac naukowych, opisujących przypadki występowania alergii wśród dzieci – przeanalizował zespół niemieckich uczonych pracujących pod kierunkiem dr Cathleen Muche - Borowski z Universitätsklinikum Schleswig - Holstein. Ich zdaniem w przezwyciężaniu alergii pomocne ma być jedzenie ryb zarówno przez matkę w okresie ciąży, jak później przez dziecko. Nie bez znaczenia jest także karmienie piersią (przez co najmniej cztery miesiące) oraz unikanie dymu z papierosów prze matkę i jej dziecko.

Trzeba zwracać uwagę nie tylko co jedzą dzieci, ale także ile jedzą. Otyłe dzieci cierpią na alergię o ponad 25 proc. częściej niż ich rówieśnicy, którzy mają prawidłową masę ciała - twierdzą naukowcy z amerykańskiego Narodowego Instytutu Środowiskowych Nauk Medycznych (NIEHS). Takie wnioski uczeni oparli na wynikach badań obejmujących grupę ponad 4 tys. młodzieży. Otyli mają przede wszystkim problemy z alergiami pokarmowymi. Doświadczają ich trzykrotnie częściej niż rówieśnicy trzymający wagę w ryzach. Wciąż jednak nie ma spójnej teorii wyjaśniającej te różnice - zastrzega się prowadząca badania dr Darryl Zeldin.

O spójne teorie jest zresztą szczególnie trudno, bo alergii mogą towarzyszyć objawy, które nie sposób jest wręcz powiązać z przyczyną. Okazuje się na przykład, że znaczna część dzieci nadpobudliwych, mających trudności z koncentracją uwagi, jest uczulona na syntetyczne substancje dodawane do żywności, takie jak tartrazyna (E102) - barwnik lub kwas benzoesowy (E210) – konserwant.

Alergie doprowadziły do tego, że nie tylko nie możemy jeść na co mamy ochotę, ale także do tego, że nie mamy szans na to, aby pachnieć wymarzoną nutą perfum. Prawdą jest, że zdecydowana większość naturalnych substancji zapachowych stosowanych w przemyśle perfumeryjnym nie stanowi zagrożenia dla człowieka - przyznaje Lina Hagval z Uniwersytetu w Göteborgu. Prawdą jest jednak i to, że rozpylone w powietrzu podlegają samoutlenieniu, reagują także z enzymami skóry. Powstający wówczas geranial (izomer trans) zaliczany jest do grona zjadliwych alergenów.

 

Z dziada pradziada

Z pewnością większość alergii rozwija się przed trzydziestym rokiem życia, nie prawdą jest jednak to, że wraz z przekroczeniem smugi cienia uwalniamy się od zagrożeń. Uczuleniowcem można stać się w każdym wieku – zapewnia prof. Richard Honsinger z Uniwersytetu New Mexico. Efekty walki z alergią są takie, że w krajach wysokorozwiniętych co trzecie dziecko w karcie choroby ma wpisane „pacjent alergiczny”. Chorych będzie przybywać, bo o ile oboje rodziców są alergikami to z 75 proc. prawdopodobieństwem także ich potomek nie ustrzeże się przed dokuczliwymi dolegliwościami. Jak jest u nas? Czterech na dziesięciu Polaków jest na coś uczulonych.

 

Zbawienne alergie

Alergie mają złą prasę, ale naukowcy dopatrzyli się także pozytywnych stron tego typu dolegliwości. Uczeni z Uniwersytetu Cornell, pracujący pod kierunkiem prof. Paula Shermana, wykonali gigantyczną robotę analizując wyniki 646 badań z ostatnich 50 lat. Okazało się że choroby nowotworowe nie trapią tak często alergików, jak osoby które nie muszą na co dzień walczyć z uczuleniami. To zasługa aktywnego układu immunologicznego, który koncentruje się na szybkim usuwaniu z organizmu wielu toksyn. Część z nich obarczana jest odpowiedzialnością za tworzenie się struktur nowotworowych. Zespół lekarzy z Mt. Sinai Hospital w Toronto wyliczyli, że cierpiący na katar sienny zapadają na nowotwór trzustki, o 57 proc. rzadziej niż osoby, które nigdy nie miały problemów z cieknącym nosem.

Nie zawsze jednak alergicy są w sytuacji uprzywilejowanej. Rak płuc dopada ich częściej niż pozostałe osoby, a to dlatego, że podczas astmatycznych ataków toksyny nie są wydzielane na zewnątrz organizmu.

 

Nieszczęścia chodzą parami

Alergicy nie tylko muszą uważać czym oddychają, ale także na to co jedzą i czego dotykają. 9 na 10 osób, które nie tolerują białka mleka krowiego będą miały problemy także po wypiciu mleka od kozy. 8 spośród 10 uczulonych na antygeny pyłku brzozy nie może bez obaw zjeść niektórych owoców i warzyw m.in.: jabłek, gruszek, wiśni, czereśni, selera i marchwi.

O ile ktoś zaobserwuje niepokojące zmiany na swojej skórze po założeniu lateksowych rękawiczek, powinien uważać przy jedzeniu: bananów, ananasów, selera i papryki. W ten sposób daje znać o sobie alergia krzyżowa. Tak jest, bo wiele alergenów pochodzenia roślinnego ma podobną budowę do „uczulających” białek w pokarmach. Układ immunologiczny alergików nie odróżnia tak subtelnych różnic.

 

 

Alergeny reagując krzyżowo

pyłek brzozy -

pyłek leszczyny, olszy, dębu, grabu, buku, owoce pestkowe (jabłko, gruszka, morela, wiśnia, czereśnia), kiwi, brzoskwinia, mango, seler, marchew, mak, pieprz

 

pyłek leszczyny -

pyłek drzew brzozy, olszy, dębu, grabu, buku, orzech laskowy

 

pyłek traw -

melon, arbuz, pomidor, mąka (żyto, pszenica)

 

pyłek bylicy -

seler, marchew, przyprawy

 

pyłek drzew oliwnych -

pyłek jesionu, ligustru pospolitego, pyłek bzu lilaka

 

roztocze kurzu domowego -

skorupiaki: krewetki, kraby, ostrygi

ślimaki

 

pióra -

jajo kurze, mięso kurze

 

sierść kota -

mięso wieprzowe

 

lateks gumy naturalnej -

banan, awokado, kiwi, papaja, ananas, melon, mango, kasztan jadalny, migdały, grejpfruty, seler, ziemniaki, orzechy, pomidory, marchew, papryka, szpinak, sałata, przyprawy, fikus

 

 

mleko krowie -

mleko kozie, mleko owcze, mięso wołowe

MS